Filmy z gatunku fantasy czy SF mają swoje stałe, wierne grono fanów. Fanów, dla których premiera kolejnej części to okazja do świętowania - założenia odpowiedniego kostiumu i spotkania się z ludźmi, którzy mają tego samego bzika. "Gwiezdne wojny" były najprawdopodobniej pierwszym filmem, wokół którego udało się zbudować tak dużą społeczność fanów. By to zrozumieć, musimy przenieść się do roku 1977.



Rok 1983. Fani w kolejce po bilet na premierę filmu "Powrót Jedi" w Bostonie

To właśnie wtedy na ekrany kin wchodzi film "Gwiezdne wojny, część IV: Nowa nadzieja". Obraz zdobył sześć Oscarów. To było jak grom z jasnego nieba, bo nikt - łącznie z występującymi w filmie aktorami - w tę produkcję nie wierzył. Na świecie zapanowała "starwarsomania", a reżyser George Lucas szybko dorobił się na sprzedaży gadżetów filmowych. W 2012 roku telewizja CNBC wyceniała jego majątek na 1,4 miliarda dolarów, choć według http://wroclaw.naszemiasto.pl/magazyn/artykul/gwiezdne-pokolenia-czyli-jedi-sa-wsrod-nas,3944204,t,id.htmlinnych źródeł mógł być wart dwukrotnie więcej.



© Materiały prasowe



Gwiezdna moc
- W latach 70. science fiction w ogóle nie było popularne. Wtedy na topie mieliśmy produkcje wojenne. Nikt nie wróżył temu filmowi świetlanej przyszłości - mówi Piotr Polański, zagorzały fan "Gwiezdnych wojen". - Lucas milionerem stał się głównie dzięki gadżetom. Z "Gwiezdnych wojen" można dziś kupić praktycznie wszystko: począwszy od ekspresu do kawy, przez skarpetki i lizaki, a skończywszy na zabawkach i książkach.

Choć kiedyś, przynajmniej w Polsce, tak nie było. - Jestem dość starym fanem, bo już po czterdziestce. Z doświadczenia wiem, ze w czasach PRL-u trudno było zdobyć jakiekolwiek gadżety, polski ustrój blokował wszystko, co imperialistyczne - wspomina Polański. - Sytuacja poprawiła się w latach 90.
Gdy urodzili mi się synowie, nie zmuszałem ich do oglądania "Gwiezdnych wojen", ale starałem się rozwijać w nich tę pasję. Szybko okazało się, że też złapali bakcyla.



© Kinga Czernichowska

Piotr Polański na zdjęciu w okularach

Dziś Piotr i jego synowie mogą pochwalić się potężną kolekcją gwiezdnych gadżetów, w której znaleźlibyśmy m.in. świąteczną szopkę i liczne figurki. Jeden z jego synów zbiera gwiezdne klocki LEGO - ma ponad 120 zestawów.

- To świetna pasja, bo sprawia frajdę, a nie odciąga tak bardzo od nauki - uważa "gwiezdny" tata. - Starszy syn jest w Gimnazjum Akademickim na Politechnice Wrocławskiej. I na jego przykładzie widzę, że to zamiłowanie do "Gwiezdnych wojen", zbieranie tych wszystkich gadżetów, uczy dzieci systematyczności. Przynajmniej nie robią bałaganu - dodaje Piotr.

Ale czasami rodzic musi się poświęcić, szczególnie przed premierą. Przed spotkaniem fanów "Gwiezdnych wojen" we wrocławskim Empiku, Piotr przez całą noc pracował nad strojem syna. - Zaczyna się od tego, że rodzice kupują gotowy kostium, później zaczynają robić stroje sami, bo są i takie postaci, dla których trudno zdobyć coś gotowego - wyjaśnia. - Przy najnowszym stroju mojego syna, przed spotkaniem fanów w Empiku, do szóstej rano nanosiłem jeszcze ostatnie poprawki. Ręce całe pokłute, podrapane, proszę spojrzeć - pokazuje.



© Kinga Czernichowska



Lord Vader na urodzinach
Wielbicielką "Gwiezdnych wojen" została również 7,5-letnia Hania Nowak, która na spotkanie fanów we Wrocławiu przyszła w kostiumie księżniczki Lei. Strój przygotowała jej babcia.

- Zaczęłam coraz więcej czytać, dowiadywać się, ta pasja i zamiłowanie z dnia na dzień stają się coraz silniejsze - mówi Hania. Dziewczynka była zachwycona, gdy na jej imprezę urodzinową wujek i kuzyni przyszli przebrani m.in. za Lorda Vadera i Chewbaccę. - Moją ulubioną postacią jest księżniczka Lea. Nie jest Jedi, ale trudno - dodaje Hania.

Michał "Komisarz Sev" Ogrodowicz, dziś prezes Wrocławskiego Fanklubu "Gwiezdnych wojen", zaczął od wizyty w bibliotece. - Wypożyczyłem książkę, która miała ładną okładkę, a to były akurat "Gwiezdne wojny". Potem wkręciłem się do tego stopnia, że sięgnąłem po komiksy, gry i filmy - wspomina. - Skończyło się tak, że chodzę w pomarańczowym kostiumie komisarza Seva w miejscach publicznych, a ludzie dziwnie się na mnie patrzą.
- Rodzice do dziś uważają, że chodzę na spotkania sekty, koledzy w pracy patrzą na to z dystansem, ale są i tacy, którzy sądzą, że każdy ma swojego bzika, więc o co tu się spierać? To pozytywne zjawisko, sposób na odstresowanie się, można się po prostu dobrze bawić.




© Kinga Czernichowska





Bez rozlewu krwi
Koszulki, zestawy LEGO, figurki, komiksy, książki i kostiumy to nie wszystko. "Gwiezdne wojny" to dla wielu "pasja na zawsze". Piotr Polański ma na ramieniu tatuaż, nawiązujący do 501 Legionu z "Gwiezdnych wojen".

Skąd ten fenomen? - George Lucas zamieścił w tym filmie wszystkie kultury i religie. Nie bez powodu chyba w każdym kraju "Gwiezdne wojny" mają swoich fanów i nikogo nie obrażają - mówi Piotr Polański. - Rycerze Jedi to tak naprawdę samurajowie. Proszę też zwrócić uwagę, że w żadnym z filmów nie ma krwi. Są blastery (broń wykorzystywana w "Gwiezdnych wojnach" przez żołnierzy, osoby cywilne i droidy - przyp. red.) i miecze świetlne, ale nawet kiedy ktoś kogoś zabija, to dzieje się to bez rozlewu krwi.

Walka dobra ze złem, przebudzenie Mocy - to wszystko sprawia, że niektórzy dopatrują się w "Gwiezdnych wojnach" głębszej filozofii. Filozofii, która porusza tak istotne aspekty, jak opieranie się złu, bunt i dążenie do wolności czy siła miłości. - Blisko jest tu do kultury Wschodu: yin i yang, ciemna i jasna strona rzeczywistości - dodaje Polański.


© Kinga Czernichowska




Gwiezdni wyznawcy
Są i tacy, którzy poszli o krok dalej i stworzyli religię - jediizm. Kościół Jedi oficjalnie został zarejestrowany 12 stycznia 2009 roku. Opiera się na kodeksie Jedi, który przedstawiony został właśnie w sadze "Gwiezdne wojny". W praktyce sprowadza się do aspektów istotnych dla rozwoju osobistego i podnoszonych przez różnych coachów.

Nie ma emocji – jest spokój.
Nie ma ignorancji – jest wiedza.
Nie ma namiętności – jest pogoda ducha.
Nie ma chaosu – jest harmonia.
Nie ma śmierci – jest Moc.


W Anglii jediizm to siódma religia, biorąc pod uwagę liczbę wyznawców (175 tys.). Sporą liczbą członków Kościół Jedi może pochwalić się również u naszych sąsiadów, w Czechach - tam przynależy do niego 15 tys. osób.

Michał Ogrodowicz (znany w środowisku pod pseudonimem "Komisarz Sev") w swojej pasji nie doszukuje się motywów filozoficznych. - Jedyna filozofia, jaka mi przyświeca, to fakt: trzeba zarabiać więcej, żeby na to wszystko mieć pieniądze - mówi.


© Materiały prasowe




Drogie hobby
Okazuje się bowiem, że "Gwiezdne wojny" to całkiem drogie hobby. Kostiumy i oryginalne gadżety to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy złotych.

- W gorszych miesiącach wydaję 100-150 złotych. W tych lepszych zdarza mi się odchudzić swój portfel nawet o 500 złotych - przyznaje Michał, mając nadzieję, że tekstu nie przeczyta jego dziewczyna. - A to wszystko idzie na gry planszowe, komiksy i przede wszystkim książki, czasami jakieś elementy strojów albo wyjazdy na konwenty - tłumaczy.

Szaty dla Jedi kosztują około 500 złotych. Niektóre zbroje mogą osiągać kosmiczne ceny - nawet od czterech-pięciu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. - Doliczmy do tego koszty napraw i modyfikacji. Elementy stroju odpadają, odbarwiają, rysują, trzeba o to dbać - twierdzi Ogrodowicz.


© Kinga Czernichowska



- A naprawia się już samemu. Jeżeli ktoś się zna, jest fanem, będzie wiedział, jak to zrobić - przyznaje Kamil Domagalski z wrocławskiego fanklubu. - Najdroższymi elementami zazwyczaj są hełmy, ponieważ ich wykonanie jest pracochłonne - tłumaczy.

Miłosna Moc
W stolicy Dolnego Śląska przed urzędem stanu cywilnego zdarzyło się już utworzyć szpaler z mieczy świetlnych. W tutejszym fanklubie są bowiem pary, które połączyła pasja do "Gwiezdnych wojen".

- Hubert mnie w to wciągnął, najpierw zaprosił na film, potem pożyczyłam od niego kilka książek i tak wylądowałam tutaj, w dziwnym stroju - mówi Bogusia Aba (na zdjęciu poniżej z czarnym makijażem na oczach).

- Efekt jest taki, że ludzie do nas podchodzą, chcą sobie robić z nami zdjęcia. Niektórzy uważają nas za dziwaków. A jeszcze inni twierdzą, że też chcieliby mieć taką pasję. Bycie fanem "Gwiezdnych wojen" jest zaraźliwe. Mnie zaraził kolega z klasy, a ja zaraziłem swoją dziewczynę - dodaje Hubert Gontarczyk, bliski kolega Bogusi.


© Kinga Czernichowska

Bogusia i Hubert w środku

Zdaniem Michała Ogrodowicza "Gwiezdne wojny" dają radość, ale też długotrwałe związki. - Na tym polega piękno tej sagi, że łączy ludzi niezależnie od tego, ile mają lat, skąd pochodzą i kim są - puentuje "Komisarz Sev".



Kinga Czernichowska, dziennikarka wroclaw.naszemiasto.pl i gazetawroclawska.pl

Zdjęcie główne: Fani "Gwiezdnych wojen" w Turcji, 2016 r. /AP Photo/Emre Tazegul

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!