Do wypadku doszło we wtorek, 6 grudnia na drodze krajowej nr 94 w Olkuszu. Dzieci najadły się strachu. Na szczęście nikt poważnie nie ucierpiał. Dziewięć osób trafiło do szpitala. Po badaniach wypisano je do domów.

Ogólne potłuczenia, niewielkie bóle szyi, pleców, rąk i nóg, drobne zadrapania - to obrażenia uczniów Szkoły Podstawowej w Bolesławiu, którzy wracali z kina „Zbyszek” w Olkuszu. Kiedy autobus stanął na światłach na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 94 z ul. 20 Straconych, uderzył w niego tir.

Do zdarzenia doszło o godz. 13.35 na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 94 i ul. 20 Straconych w Olkuszu. 28 uczniów Szkoły Podstawowej w Bolesławiu wracało z kina „Zbyszek” w Olkuszu. Kierowca autobusu zatrzymał się w korku, ok. 200 metrów przed światłami i ok. 15 metrów za stojącym przed nim samochodem.

Nagle kierowca, dzieci i nauczyciele poczuli silne uderzenie z tyłu. Uczniowie „polecieli” na przód autokaru. Uderzenie było na tyle silne, że po nim autobus przejechał około 15 metrów do przodu. Na szczęście udało mu się zatrzymać przed stojącym przed nim autem. Gdyby w korku stanął bliżej poprzedzającego go pojazdu, mogłoby dojść do karambolu. - Byłam w domu, kiedy wychowawca zadzwonił i powiedział, co się stało. Bardzo się przestraszyłam - opowiada Agnieszka Myjak, mama 11-letniej Julii, która była w autokarze.

Podobnie jak inni rodzice natychmiast pojechała na miejsce zdarzenia. Córkę znalazła w szpitalu w Olkuszu na badaniach. Było tam jeszcze pięć innych dzieci. Dwoje odwieziono do Sosnowca, jedno do Krakowa.

- Wszystkie dzieci są pod opieką. Nie mają poważnych obrażeń - uspokaja Małgorzata Dyrda, wicedyrektor placówki z Bolesławia, która razem z rodzicami była w olkuskim szpitalu. Troje dzieci zostało przewiezionych do innych szpitali, żeby nie sparaliżować całkowicie pracy olkuskiej placówki.

Do lecznicy zaraz po zdarzeniu przyjechał też wójt Bolesławia, Krzysztof Dudziński. - Na potłuczeniach i strachu się skończyło - mówi wójt. - Mieliśmy szczęście w nieszczęściu - przyznaje mama Julki. Te dzieci, które nie wymagały badań wróciły do domów prywatnymi autami rodziców lub autobusem zastępczym.

Wiadomo, że tirem kierował Białorusin zatrudniony w polskiej firmie. -Nie zachował odpowiedniej odległości i wjechał w autobus - wyjaśnia Katarzyna Matras z Komendy Powiatowej Policji w Olkuszu. To ostateczne wyniki badań poszkodowanych zadecydują, czy była to kolizja czy wypadek. Osiem osób opuściło już szpitale. Na badaniach przebywa jeszcze dziecko przewiezione do szpitala w Krakowie.

Ruch na „94” do normy wrócił dopiero ok. godz. 16.

W całym regionie jest bardzo ślisko. - Służby drogowe chyba znów zaspały. Na szczęście kierowcy ze strachu jadą bardzo wolno i poważnych wypadków nie odnotowaliśmy - mówi podinspektor Paweł Płotek z Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!